Podróże

WUZHEN I HANGZHOU

on
15 października 2018

     Po ostatnim, wygrzebanym głęboko z szuflady tekście traktującym o wodnych miastach, czas na jego drugą część i wycieczkę do Wuzhen, połączoną z odwiedzinami Hangzhou uznawanego przez Chińczyków za najładniejsze miasto w Kraju Środka.

     Po małym rozczarowaniu jakiego dostarczyło mi Zhouzhuang, Wuzhen usadawia się wygodnie na przeciwległym biegunie odczuć, lądując na liście moich ulubionych miejsc w Chinach. To sięgające swą historią ponad tysiąc lat wstecz miasto (czy też raczej wioska), pod względem turystycznym podzielone jest na dwa obszary: Dongzha i Xizha. Xizha  jest bardziej zaadaptowana do ruchu turystycznego; sporo tu sklepików z pamiątkami (często wytwarzanymi na naszych oczach), czy różnorakich knajpek. Dongzha z kolei jest wciąż zamieszkana przez lokalną ludność, a po zmroku ruch turystyczny w niej zanika (obszar otwarty dla turystów do 18:00). W Dongzha istnieje również możliwość noclegu w jednej z wielu prywatnych kwater, lecz nie można spodziewać się tu standardu hotelowego. Poranne wyjście na historyczną ulicę, gdy powoli zaczyna się ona budzić do życia, wynagradza jednak wszelkie niewygody. Wstać należy koło 06:00, gdyż nie spotyka się wtedy jeszcze żadnych turystów – brama oficjalnie otwierana jest o 07:00. Uwaga która może ocalić Was od potłuczenia – gdy wieczorem dotrzecie do kwatery i wycieńczeni będziecie chcieli się rzucić na łóżko, sprawdźcie najpierw jego miękkość. W wielu miejscach Chińczycy uważają, że sen na twardym podłoży jest bardzo zdrowy, stąd zdarzają się łóżka o materacach miękkości deski. Nie popełniajcie mojego błędu.

     Wuzhen ma niesamowitą atmosferę, przypominającą mi nieco moje ulubione miejsce z czasów pierwszej podróży do Chin, czyli stare miasto w Lijiang. Kamienne domy o drewnianych frontach, kryte czarnymi dachówkami, pochylają się nad licznymi kanałami, przecinanymi tu i ówdzie kilkusetletnimi mostami, z których każdy ma do opowiedzenia jakąś historię. Wuzhen, a szczególnie część Xizha, nabiera dodatkowego uroku po zmroku. Rozciągnięte nad wodą budynki rozbłyskują wtedy iluminacją, tworząc niesamowitą scenerię. Miasto wykorzystywane jest również przez filmowców. Osobiście całkowitym przypadkiem trafiam na plan remake’u „Dawno temu w Chinach”. Obok Zhouzhuang i dwóch innych miast, Wuzhen zostało na liście UNESCO umieszczone w grupie „Starożytnych miast wodnych, na południe od rzeki Jangcy” i jest to zasłużone wyróżnienie. Moim zdaniem miasto jest zdecydowanie ciekawsze od dość nijakiego Zhouzhuang, więc jeśli możecie wybrać jedynie jedno z nich, Wuzhen będzie zdecydowanie lepszą opcją. Unikajcie jednak okresu chińskich świąt i weekendów, gdyż wtedy doświadczenie mogą przesłonić tłumy przelewające się uliczkami. Odnosi się to do wszystkich miejsc w Chinach. Popołudnie i poranek dnia następnego zdecydowanie wystarczą na niespieszne obejrzenie obu części wioski. Najlepiej po prostu powłóczyć się bez celu – obszar jest i tak mocno ograniczony, więc nie trzeba się nigdzie śpieszyć. Polecam pierwszego dnia odwiedzić część Xizha, pozostając w niej po zmroku, a po noclegu w Dongzha zobaczyć okolicę zanim zaczną ją zadeptywać turyści.

     Godziny otwarcia:
Dongzha: Maj – 08 Październik 07:00 – 18:00 // 09 Październik – Kwiecień 07:00 – 17:30
Xizha: 09:00 – 22:00

     Ceny:
Dongzha: 110CNY
Xizha: 150CNY
Bilet wspólny (czyli jedyna sensowna opcja): 190CNY

     Zostawiając za sobą wodne miasta, kieruję się nad Jezioro Zachodnie, do miasta Hangzhou. Założone około 220 lat p.n.e. było wymieniane jako jedna z siedmiu stolic starożytnych Chin. Odwiedzone kiedyś przez Marco Polo, obecnie jest największym miastem i stolicą prowincji Zhejiang. Niestety w Hangzhou nie mogę spędzić już zbyt wiele czasu, więc nie jestem w stanie zobaczyć wszystkich miejsc wartych odwiedzenia. Szkoda, gdyż znajduje się tam kilka obszarów wartych uwagi. Jak wspomniałem już wcześniej, Hangzhou położone jest nad brzegami Xi Hu i właśnie obszar wokół jeziora został wpisany na listę UNESCO. Jeden z widoków Jeziora Zachodniego widnieje nawet na odwrocie banknotu o nominale jednego Yuana. Towarzystwo ma całkiem zacne, gdyż obok niego, na odwrotach pozostałych znajdziemy: Górę Tai (5Y),  Trzy przełomy Jangcy (10Y), Naturalną scenerię Guilin (20Y), Pałac Potala (50Y) i Wielką Halę Ludową (100Y).

     Na miejsce docieram późnym popołudniem, więc ruszam po prostu w stronę jeziora i deptaku ciągnącego się jego brzegiem od strony miasta. Mimo zapadającego zmroku, miejsce wypełnione jest ludźmi. Chińczycy bardzo lubią spędzać czas na świeżym powietrzu, więc szczególnie w piątkowy wieczór wysoka frekwencja nie jest żadnym zaskoczeniem. Nie tak liczną, lecz jak na moje standardy całkiem sporą reprezentację wystawia również lokalna populacja nietoperzy. Dziesiątki tych niewielkich stworzeń krążą pomiędzy drzewami w poszukiwaniu pokarmu. Po jeziorze, na którego odległym brzegu majaczy oświetlona pagoda bezustannie suną liczne łodzie.

     Właśnie od wizyty na przeciwległym brzegu jeziora rozpoczynam kolejny dzień. Przeprawa łodzią wreszcie nie okazuje się całkowitą klapą, jako że jestem w stanie rozsiąść się wygodnie na zewnątrz. Chińczycy nie lubią wystawiać się na działanie promieni UV, więc cały niezadaszony tył mam do własnej dyspozycji. Tym sposobem docieram do widniejącego na zielonym banknocie 1 yuana miejsca. Z powstaniem trzech kamiennych, dwumetrowych pagod wystających z jeziora wiąże się legenda. W antycznych Chinach pewna królowa zapragnęła co nocy oglądać więcej niż jeden księżyc. Jak to w tego typu opowieściach bywa, cesarz zaoferował ogromną nagrodę dla osoby, której uda się dokonać tej sztuki. W końcu pewien mężczyzna wykonał zadanie – zbudował na jeziorze trzy wspomniane pagody, kształtem przypominające gruszki. Każda z nich jest pusta w środku i posiada 5 otworów. Do wnętrza wkładano zapalone świece, a otwory zakrywano cienką, białą tkaniną. Tym sposobem gdy księżyc był w pełni, można było zobaczyć na jeziorze i nad nim 32 koliste kształty. Prawdziwym powodem powstania konstrukcji była jednak chęć oznaczenia obszaru, na którym nie można było sadzić kwiatów lotosu i ponikła słodkiego, jako że powodowało to zbytnie zamulenie wód jeziora. Sobotni poranek tradycyjnie przyciąga do punktu widokowego wielu miejscowych, więc o zwiedzaniu w ciszy można zapomnieć. Tłok nad jeziorem jest zresztą wpisany w jego charakterystykę i jedyną zmienną jest poziom natężenia masy ludzkiej.

     Kolejnym przystankiem tego dnia jest Świątynia Ling Yin. Jej obszar obejmuje liczne groty, mosty, pagody i pomniejsze świątynie. Obecnie tereny mającej swe początki około 1700 lat temu świątyni są bardzo chętnie odwiedzane zarówno przez turystów, jak i  pielgrzymów. Jest ona też uważana za najbogatszą w Chinach i to tutaj znajduje się największa w Chinach drewniana statua Buddy. Dwudziestometrowego kolosa podziwiać można w największym, ponad trzydziestometrowym budynku. Zwrócić trzeba uwagę, że bilet zakupiony przy wejściu do części parkowej nie uprawnia do wstępu do samej świątyni. Za tę przyjemność uiścić trzeba niestety kolejną opłatę. Cała świątynia jest naprawdę spora i można spędzić w niej kilka ładnych godzin. Miejscem o którym warto wspomnieć jest z pewnością sala 500 mnichów. Jak nazwa wskazuje, znajduje się w niej 500 figur, z których każda jest unikatowa. Każda z odlanych z brązu figur waży ponad tonę i jedynym czynnikiem obniżającym spektakularność miejsca jest fakt, że obecnie prezentowane posągi wykonane zostały w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Oryginalne drewniane figury zostały przeniesione.

     Okolice Hangzhou słyną też ze swych plantacji herbaty, a Smocza Studnia – czyli w bezpośredni sposób tłumaczona nazwa Long jing to jedna z najbardziej cenionych. Znana już od 1700 lat, przez herbacianych smakoszy uznawana jest za napój o łagodnym aromacie. Niestety osobiście jestem chyba całkowitym ignorantem jeśli chodzi o zielone herbaty, gdyż nie dostrzegam między nimi ogromnych różnic. Jeśli ktoś zakupi dobrą chińską herbatę, niech pamięta jednak, że te same liście zalewa się wielokrotnie, a pierwsze zaparzenie często służy jedynie wypłukaniu liści.

     Trzeba też dodać, że Hangzhou to główny ośrodek jedwabnictwa o tradycji sięgającej czasów starożytnych. Tutaj znajduje się Fabryka Drukowania i Farbowania Jedwabiu – największy tego typu zakład w Chinach. Dobrym pomysłem mogą być więc odwiedziny Narodowego Muzeum Jedwabiu.

TAGS
RELATED POSTS

LEAVE A COMMENT

MATEUSZ GOSTOMSKI
Shenzhen, CHINY

Cześć, jestem Mateusz i od blisko pięciu lat mieszkam w Chinach. Jak wygląda Kraj Środka od środka i dlaczego nie wracam na stałe do Europy w ciągu najbliższych lat? Zostań i daj się zabrać do świata tak odmiennego od tego za oknem, że czasem aż trudno uwierzyć.