Podróże

HONG KONG – Victoria Peak

on
28 października 2018

      Spada pierwsza kropla deszczu, a przez głowę momentalnie przelatują mi wszystkie znane przekleństwa. Deszczowa klątwa Victoria Peak znów mnie dopadła. Moi dwaj przyjaciele spoglądają na mnie pytająco.
– Mówiłem – wzruszam ramionami. – Gdyby Victoria Peak umieścić na Saharze, pewnie też sprowadziłbym deszcz.
– Co robimy? – pyta Roman.
– Idziemy, nie mamy za bardzo wyboru. Zresztą póki co tylko kropi.
Po dziesięciu minutach kropić przestaje i w moje serce wkrada się odrobina nadziei, że tym razem wreszcie się uda.

***

 

      Jest 3 w nocy. Wokół ani żywej duszy, z wyjątkiem strażników przysypiających w swych budkach. Hong Kong pogrążony jest w letargu, z którego kakofonią dźwięków zbudzi się już za kilka godzin. Schodzimy z drogi, którą co jakiś czas przemyka samotna taksówka i szlakiem dla pieszych wchodzimy w gęstwinę roślinności. Trudno uwierzyć, że znajdujemy się w jednej z najbardziej znanych metropolii świata. Gdy przez oświetloną słabym światłem latarni ścieżkę przeskakuje przed nami dzik o wyjątkowo słusznych rozmiarach, przystajemy kontemplując najbliższe otoczenie. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się drzewa, zaś obiektem wyjątkowo pociągającym okazuje się drabinka przyczepiona kawałek dalej do skalnej ściany. Roman sięga po jakiś większy kamień, mający dawać chyba jedynie wsparcie duchowe. Szczęśliwie dzik prawdopodobnie jest zaniepokojony bardziej od nas i znika gdzieś w mroku. Naszych uszu nieustannie docierają jedynie odgłosy świadczące, że dziki nie są jedynymi rezydentami zielonej części miasta.

      Docieramy do stóp Old Peak Road, która poprowadzi nas na sam szczyt wzgórza. Opcji wejścia jest o wiele więcej i są wśród nich ścieżki o wiele ciekawsze, lecz nocą stara droga wydaje się sensownym wyborem. Wbrew czytanym opiniom ludzi opisujących Old Peak Road jako wyjątkowo strome podejście będące wyzwaniem, na szczyt można dotrzeć w kilkadziesiąt minut i to nie forsując się przesadnie. Latem w ciągu dnia sytuacja byłaby trochę inna, lecz nie wynikałoby to z trudności samej trasy. W końcu stajemy przy górnej stacji słynnego The Peak Tram, wzbudzając ciekawość patrolu policyjnego przejeżdżającego nieopodal. Prawdopodobnie ludzie dyskutujący na szczycie wzgórza w środku nocy nie są tu codziennym widokiem. Panom mundurowym kiwamy na pożeganie i decydujemy spędzić pozostały do wschodu słońca czas na obejściu The Peak szlakiem okalającym wzgórze. Całość choć banalna do odnalezienia, nie jest bardzo znana wśród przybywających tu turystów. Zdecydowanie większą popularnością cieszy się pobliski taras widokowy z biletem kosztującym 52HKD. Darmowa alternatywa wybierana jest przez zdecydowaną mniejszość i całe szczęście. Dzięki temu można doświadczyć rozciągającego się widoku w spokoju, bez hordy uzbrojonych w telefony i aparaty fotograficzne turystów. Przez długi okres czasu widok ograniczają nam drzewa i gdy wydaje się już, że to wszystko co ścieżka ma do zaoferowania, wychodzimy na otwartą przestrzeń. Podczas moich dotychczasowych wizyt w Hong Kongu połączonych z planem wejścia na The Peak, pogoda zawsze pokazywała mi środkowy palec. Zacząłem podejrzewać nawet, że pełnię funkcję swoistego magnesu na deszcz. Tym razem mimo warunków dalekich od ideału, wszystkie chwile niespełnienia znajdują rekompensatę z nawiązką. Wreszcie rozumiem, dlaczego widok z The Peak jest jednym z robiących największe wrażenie obrazów miejskich na świecie. Spójrzcie zresztą sami:

      Nasyciwszy oczy ruszamy na dalszą część pętli, jednak gdy powoli zbliżamy się do punktu startowego, na drogę przed nami spokojnie wybiega locha z kilkoma młodymi. Bez zbędnych dyskusji i w pełnej zgodzie dokonujemy taktycznego odwrotu, nie uwzględniającego na szczęście zaangażowania w operację okolicznych drzew. Biorąc pod uwagę liczbę gatunków węży i pająków zamieszkujących okolice Hong Kongu, ewentualna ucieczka na strategiczne pozycje mogłaby być przysłowiowym wypadnięciem z deszczu pod rynnę. Wydawać mogłoby się, że jesteśmy w środku jakiejś dziczy, a tymczasem ponad nami co chwilę pojawiają się ogrodzenia otaczające jedne z najdroższych domów na świecie. Dawniej na The Peak mieszkali bogaci biali, którzy cenili sobie nieco łagodniejszy klimat panujący na wzgórzu. Obszar był zresztą zamknięty dla lokalnej ludności. Sytuacja uległa zmianie i obecnie domy zamieszkują wszyscy, którzy mogą taką przyjemność udźwignąć finansowo, bez względu na rasę. A dźwigać jest co – dom na The Peak to wydatek rzędu 190mln – 380mln PLN.

      O 4:30 mija nas wpatrzona w jakiś niewidoczny punkt dysząca postać. Kilkanaście minut później przebiega obok nas mężczyzna w wieku mocno emerytalnym, w opasce na głowie i z tym samym nieobecnym wzrokiem. O tej godzinie trudno się jednak dziwić. Z oddali nie dobiegają nas żadne krzyki, więc dziki prawdopodobnie zmieniły miejsce rezydowania. Im bliżej poranka, tym więcej pojawia się biegaczy. W końcu gasną lampy i obserwujemy jak szczelnie otulające niebo chmury zmieniają kolor z bardziej szarego na mniej szary. Wschód słońca nie jest spektakularny ale przynajmniej nie pada. Dla mnie to gigantyczny krok naprzód. Gdy docieramy w okolice stacji kolejki, udaje nam się wsiąść w pierwszy autobus do miasta, skąd będziemy ruszali dalej. W połowie drogi w dół zza chmur wychyla się słońce, jakby chcąc mnie zachęcić do kolejnych odwiedzin. Kiedyś na pewno się skuszę.

Victoria Peak w wersji budżetowej, czyli krótki przewodnik o tym jak zobaczyć, a nie przepłacić.

      Na szczyt The Peak można dostać się na własnych nogach, taksówką, słynnym tramwajem, bądź autobusem. Tramwaj (45HKD) jest zdecydowanie najbardziej klimatycznym wyborem, lecz konieczność wystania w kolejce nawet dwóch godzin skutecznie obdziera go z magii. Przejazd autobusem może być więc najsensowniejszym rozwiązaniem. Tutaj bezsprzecznie najlepszym wyborem będzie autobus nr15. Podróż trwa około 40 minut, lecz jeśli zajmiecie miejsca na piętrze dostarcza wielu rewelacyjnych widoków. Za bilet zapłacicie 10HKD. Wszystkie szczegółowe informacje znajdziecie tutaj.

Gdy dotrzecie do końcowego przystanku opuśćcie budynek i skręćcie w prawo. Po waszej prawej stronie znajdować się będzie plac z historycznym modelem tramwaju i budynek na którego szczycie znajduje się Sky Terrace. Mijamy go i po lewej stronie mając drogę samochodową zmierzającą w górę, idziemy prosto na Lugard Road. Na mapie oznaczona jako normalna droga, w rzeczywistości jest ścieżką dla pieszych. Wszystko doskonale oznaczone, więc nie da się zgubić. W tym samym miejscu w dół odchodzi The Old Peak Road, którą można pieszo zejść do miasta. Przejście całej pętli wokół wzgórza zajmie wam jakieś 50 minut, choć w drugiej fazie widoków na miasto już nie doświadczycie.

 

 

TAGS
RELATED POSTS

LEAVE A COMMENT

MATEUSZ GOSTOMSKI
Shenzhen, CHINY

Cześć, jestem Mateusz i od blisko pięciu lat mieszkam w Chinach. Jak wygląda Kraj Środka od środka i dlaczego nie wracam na stałe do Europy w ciągu najbliższych lat? Zostań i daj się zabrać do świata tak odmiennego od tego za oknem, że czasem aż trudno uwierzyć.