Poza Chinami

Syndrom sztokholmski

on
20 stycznia 2019

          Zgodnie z moją rozpiską, dziś miałem opublikować tekst na temat 10 rzeczy, których w Chinach nie lubię, by w kolejnym wpisie skontrować go listą pozytywów. Problem w tym, że od miesiąca jestem w Polsce na wakacjach i obserwuję naszą rzeczywistość, z którą nie miałem bezpośredniego kontaktu od lata 2017. A ta potrafi skłonić do refleksji.

          Mówi się, że podróże kształcą i w pełni się z tym twierdzeniem zgadzam. Długotrwały pobyt za granicami kraju potrafi jednak idealizować obraz ojczyzny, za którą zaczyna się zwyczajnie tęsknić. Obraz, którego barwy nieco płowieją w chwili opuszczenia lotniska. Pamiętam jak kilka lat temu musiałem z Okęcia dostać się do jakiegoś punktu w Warszawie, gdzie dotarcie metrem nie było możliwe (gwoli prawdy punkty te stanowią przytłaczającą większość, ale nie o tym). Odnalazłem przed budynkiem przystanek autobusowy z automatem biletowym. Automat naturalnie nie działał, więc pozostało mi poczekać na autobus i zakupić bilet u kierowcy. Niskopodłogowiec podjechał punktualnie, więc zapakowałem się do środka przez przednie drzwi.

          – Dzień dobry, poproszę jeden zwykły bilet.

          – Nie ma – padła zdawkowa odpowiedź.

          – Gdzie w takim razie mogę kupić bilet?

          – W automacie.

          – Ale automat nie działa.

          Zapadła chwila niezręcznej ciszy, skwitowanej w końcu typowym:

          – A to mnie nie obchodzi.

          Poczułem, że wróciłem do domu. Uświadomiła mnie o tym fakcie jeszcze dobitniej dwójka „kierowników” w stanie lekkiego upojenia, zbierająca na coś do jedzenia, lecz – mimo raczej wczesnej pory – nie będąca już w stanie wyartykułować na co konkretnie.

          I gdyby wszystkie zarzuty ograniczały się do takich nieistotnych rzeczy, tego krótkiego tekstu nigdy bym nie napisał. Niestety rzeczywistość jest trochę bardziej przygnębiająca i w Polsce stykam się z problemami, od których w Chinach zdążyłem się odzwyczaić. Chcąc nie chcąc wyeksponowany zostałem w znaczącym stopniu na sytuację polityczną w naszym wspaniałym kraju. Oglądnięcie wiadomości w telewizji publicznej i porównanie ich z jakimikolwiek innymi (wyłączając media toruńskie) to ciekawe doświadczenie, zbliżone do obcowania z filmami propagandowymi w Kraju Środka. Podstawowa różnica polega na tym, że w tamtejszych mediach nikt nie operuje zdradzieckimi mordami, szmatami, kanaliami i innymi inwektywami obecnymi w życiu politycznym naszego kraju. Rozumiem, że brak jakiejkolwiek opozycji ułatwia trochę działanie, jednak fakt, że w tamtejszym internecie – bo to w dużym stopniu odmienny internet od tego, który znamy – trudno znaleźć ludzi namiętnie obrzucających się łajnem jest znamienny.

          Chińczycy kochają swój kraj, lecz nie znajdziecie nigdzie informacji o marszach narodowców z hasłami „Chiny dla Chińczyków”, czy masowych zebrań w trakcie których pali się flagi, czy wiesza kukły polityków. Naturalnie takiemu stanowi rzeczy pomaga fakt, że uczestnicy bardzo szybko zostaliby z ulicy i życia publicznego usunięci. Nie spotkałem się też z sytuacją, gdy jakikolwiek obywatel Kraju Środka negatywnie wypowiada się o swojej ojczyźnie. Chiny bynajmniej nie są w ruinie. I o ile absolutnie sprzeciwiam się ograniczaniu praw obywatelskich, tak patrząc na to, co dzieje się nad Wisłą, z pełną stanowczością mogę stwierdzić, że nasz system w swej obecnej postaci nie działa.

          Podczas tegorocznego pobytu w Polsce zaskoczyły mnie również ceny, którym coraz bliżej do poziomu europejskiego. Wyjście do supermarketu utwierdziło mnie w przekonaniu, że wysokie ceny na produkty importowane w chińskich sklepach nie są jednak aż tak absurdalne. Temat zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłem po powrocie do Shenzhen przejść się po kilku sklepach i spisać ceny przykładowych produktów, by każde z Was mogło porównać je do tych polskich.

          Znam wiele osób, które emigrowały i kraju nad Wisłą unikają na ile mogą, lecz nie zaliczam się do tego grona. W ojczyźnie pojawiam się rokrocznie i mimo wszystko każdorazowo gdy wyjeżdżam czuję odrobinę smutku. Choć powyższe kilka akapitów doskonale wpisuje się w charakterystyczne polskie malkontenctwo, dostrzegam w naszym kraju mnóstwo pozytywów. Jedzenie jest doskonałe, istnieje poszanowanie przestrzeni osobistej, a siedząc za kierownicą autentycznie się wzruszyłem, gdy jeden z kierowców pozwolił z własnej, nieprzymuszonej woli przejechać mi przodem. Rzecz w Chinach niespotykana i często doprowadzająca mnie do furii. Nie ma kraju idealnego, lecz mam to szczęście, że wizyty w ojczyźnie pozwalają mi docenić to, co mam przebywając w Azji i w pełni cieszyć się rzeczami, których mi brakowało, gdy przylatuję do Europy. A może po prostu przylatuję do Polski i cierpię na syndrom sztokholmski?

TAGS
RELATED POSTS

LEAVE A COMMENT

MATEUSZ GOSTOMSKI
Shenzhen, CHINY

Cześć, jestem Mateusz i od blisko pięciu lat mieszkam w Chinach. Jak wygląda Kraj Środka od środka i dlaczego nie wracam na stałe do Europy w ciągu najbliższych lat? Zostań i daj się zabrać do świata tak odmiennego od tego za oknem, że czasem aż trudno uwierzyć.