Podróże

WĄWÓZ SKACZĄCEGO TYGRYSA – dwudniowy trekking

on
6 czerwca 2022

Wąwóz Skaczącego Tygrysa znajdował się na mojej chińskiej liście miejsc do odwiedzenia od czasu planowania mojej pierwszej chińskiej podróży. Wtedy nie udało mi się zrealizować planu – ulewne deszcze podmyły fragmenty drogi, uniemożliwiając dotarcie na miejsce. W międzyczasie okolice wąwozu uległy sporym zmianom, czego ukoronowaniem jest most samochodowo-kolejowy, spinający przeciwległe krawędzie kanionu.

 

Yunnan dawniej charakteryzujący się kiepską infrastrukturą kolejową, powoli nadrabia zaległości względem większej części kraju. Z jednej strony to dobrze, z drugiej podróżowanie po tych okolicach straci nieco uroku. Szczęśliwie do Qiaotou prowadzi z Lijiang wciąż ta sama, „stara” droga, która miewa swoje momenty widokowe. W obliczu tymczasowego braku połączeń autobusowych (co wyjaśniałem w poprzednim wpisie), zmuszony jestem do znalezienia alternatywnego środka transportu. Tym okazuje się prywatny samochód, który za 400RMB dostarcza nas na początek szlaku. Tutaj tylko opłata za wejście  i można ruszać w górę znajdującą się w budowie drogą, którą wzburzając chmury pyłu sporadycznie przejeżdżają pojazdy właścicieli nie dbających o zawieszenie.

Mapy całego szlaku, choć dość liczne, bardziej przypominają dziecięce rysunki, niż faktyczne mapy. Niemniej posiłkując się aplikacją mapy.cz i opisami z różnych stron internetowych, bez problemu odnajdujemy właściwą trasę. Zgodnie z opisami najpierw wspinamy się zwykłą drogą, by w pewnym momencie wejść na szlak w bardziej tradycyjnym wydaniu. Tu znajduje się niesławny odcinek zwany „28 zakrętami”. Ścieżka pnie się stromo, zmuszając do sporego wysiłku. Nagrodą są widoki, które z każdym krokiem stają się jeszcze bardziej spektakularne. W końcu docieramy do ostatniego zakrętu i z radością dostrzegamy niewielki, drewniany stragan, z którego jakiś starszy mężczyzna sprzedaje przekąski, napoje i… inne rzeczy.

– Ganja? – beztrosko wypowiedziane przez sprzedawcę pytanie na chwilę niezręcznie zawisa w powietrzu.

Dziadek z uśmiechem wskazuje na torebki wypełnione towarem. Jeśli ktoś nie jest odpowiednio przygotowany, nie ma sprawy – tuż obok leżą fajki i zapalniczki. Lokalną przedsiębiorczość wspieramy jedynie opłatami za picie.

Korzystając z zasłużonego odpoczynku na szczycie morderczych zakosów, zerkam na mapę, by dokładnie prześledzić dalszy przebieg szlaku. W oko rzuca mi się nagle nazwa „Naxi Family Guesthouse”; Nazwa znajoma, gdyż przewijająca się we wszystkich trekkingowych relacjach, będąca dla ludzi ostatnim punktem na nabranie sił przed 28 zakrętami. I wszystko było pięknie, gdyby nie drobny szczegół – na mapie to miejsce znajduje się dopiero jakieś 2h marszu przed nami. Dopiero w tym momencie dociera do mnie, że nie sprecyzowałem przecież kierowcy, na który początek szlaku ma nas dowieźć. Ten wybierając najwygodniejszą dla siebie opcję, wyrzucił nas na samym początku, kilka godzin od miejsca, gdzie większość ludzi zaczyna trekking. Zbiegiem okoliczności przebieg trasy jest bliźniaczo podobny do tego opisywanego w sieci. Cóż… przynajmniej doświadczę również mniej uczęszczanej części szlaku, a widoki już od początku wynagradzają dodatkowe kilometry. Najbardziej uwiera mnie fakt, że po całym tym wysiłku okazuje się, że do rzekomo najtrudniejszej części będziemy musieli najpierw zejść z odcinka, na który się wdrapaliśmy. Schodzenie w dół ze świadomością, że całe to przewyższenie trzeba będzie pokonać idąc ponownie w górę, jest dość demotywujące. Szlak prowadzi nas w dół do wioski Zhongnuoyu, w pobliże Naxi Family Guesthouse i dalej ku 28 zakrętom. Te cieszą się chyba sporą renomą, gdyż początkowi podejścia poświęcono nawet drewnianą chatę, w której można nabrać sił przed „głównym wyzwaniem”.

Paradoksalnie dochodzimy z Nenadem do wniosku, że nasze pierwsze podejście tego dnia było trudniejsze. Niesławne 28 zakrętów daje popalić nogom, szczególnie jeśli idzie się z pełnym plecakiem, lecz sława tego miejsca jest w moich oczach mocno przesadzona. Na szczycie podejścia babuleńka oferuje standardowy zestaw napojów, przekąsek i trawki. Zagadana opowiada, że wchodzi tu codziennie, wszystko samodzielnie wnosząc na plecach. Tutejsza kondycja seniorów to temat na książkę.

Po osiągnięciu szczytu 28 zakrętów, szlak biegnie praktycznie poziomo, oferując równocześnie najlepsze widoki z całej trasy.

Wąwóz Skaczącego Tygrysa położony jest ok 100km na północ od Lijiang, pomiędzy Górą Nefrytowego Smoka (którą poprzedniego dnia oglądałem z drugiej strony), a górą Haba. Różnica wysokości pomiędzy szczytami, a poziomem rzeki dochodzi tu do blisko 3800m, czyniąc wąwóz jednym z najgłębszych na świecie. Legenda mówi o tygrysie, który ścigany przez myśliwego zdołał przeskoczyć z jednej strony wąwozu na drugą. Choć historia z rzeczywistością wspólnego ma tyle co Smok Wawelski, tak i tu tygrys doczekał się nad rzeką upamiętnienia. Wąwóz dzieli się na część górną, środkową i dolną. To druga z nich oferuje najbardziej spektakularne widoki i jest najchętniej odwiedzana przez turystów, choć i górny odcinek wart jest uwagi. Jedynym zgrzytem w oszałamiającym obrazie namalowanym przez naturę, są kable biegnące wzdłuż śnieżki.

W końcu docieramy do Half Way Inn, czyli naszego noclegu. Wbrew swej nazwie, nie jest on położony w połowie trasy. Ta może zostać pokonana w ciągu jednego dnia, lecz oznacza to odpuszczenie wschodu słońca z jednego z lepszych punktów widokowych, a to właśnie w Half Way Inn znajduje się taras oferujący miejsca w pierwszym rzędzie. Mówiący po angielsku właściciele są wisienką na torcie.

Z Half Way Inn od końca szlaku pozostaje nieco ponad 4km w większości płaskiej ścieżki, dopiero pod koniec stromiej opadającej ku Tina’s Guesthouse, skąd w normalnych warunkach o 3:30 odjeżdżają autobusy do Shangri-La i Lijiang. Jak łatwo się domyślić, nie trafiam na normalne warunki. „Autobus do Shangri-La dziś nie kursuje ze względu na obfite opady śniegu. Będzie jutro” – zostajemy poinformowani w Tina’s. Szczęśliwie udaje nam się znaleźć kierowcę, który zgadza się nas dostarczyć wprost w paszczę żywiołu. Spotykamy też amerykańsko-chińską parę, która zagaduje nas o możliwość wspólnego wynajmu transportu. Koszty spadają o połowę, a my zyskujemy nowych przyjaciół.

Z Tina’s Guesthouse można też zejść na dno kanionu. Trzeba podejść kawałek drogą, przejść przez most i wyglądać znaku po prawej stronie. Dostrzeżecie niepozorne schodki pilnowane przez miejscową starowinkę, pobierającą symboliczne opłaty. Uzasadnia je plakat informujący, iż niniejszy szlak powstał z inicjatywy lokalnej społeczności i jej nakładem sił. Cena jest symboliczna, więc mimo iż nie mamy w planach schodzenia na samo dno wąwozu, uiszczamy opłatę i zaczynamy schodzić kamiennymi stopniami. Miejscami jest dość stromo, więc osoby z lękiem wysokości mogą odczuwać pewien dyskomfort. Daleko w dole szumi rzeka Jinsha, która po roztopach, bądź długotrwałych opadach potrafi pokazać swe drapieżne oblicze. Wtedy huk wody musi być słyszany z daleka, a rzeka jest najbardziej spektakularna.

Mimo dość ostrożnego entuzjazmu jaki towarzyszył mojej podróży do Wąwozu Skaczącego Tygrysa, opuszczam to miejsce przepełniony satysfakcją. Po mieszanych opiniach jakie słyszałem, sugerujących niekiedy, że trekking ten nie zasługuje na swoją sławę, otrzymałem zapierające dech w piersi widoki. Czy jest to jeden z lepszych trekkingów w Chinach? W żadnym wypadku, mimo iż takie opinie też można znaleźć. Wąwóz Skaczącego Tygrysa jest jednak pod każdym względem wart uwzględnienia w planach podróży, szczególnie jeśli jesteśmy w Yunnanie.

A o ciekawszych trasach do łażenia mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda mi się napisać. Pozostaje trzymać kciuki, by nie przyszła kolejna fala, bądź nie pojawiły kolejne przypadki…

 

 

INFO PRAKTYCZNE


  • DOJAZD:

             – Z dworca autobusowego w Lijiang codziennie o 08:30 odjeżdża do Wąwozu Skaczącego Tygrysa ( Hǔ tiào xiá ) autobus.

             – Jeśli nie odjeżdża, lub nie odpowiada nam godzina, można zapakować się do autobusu zmierzającego do Shangri-La i wysiąść po drodze.

             – Można też wynająć samochód. Cena będzie wynosiła ok 400RMB, można spróbować się też potargować. Wasz hotel/hostel z pewnością pomoże w umówieniu kierowcy.

  • BILETY:

             – Wejście na obszar Wąwozu  – 45RMB

             – Dodatkowo za zejście nad samą wodę mogą pojawić się dodatkowe, raczej niewielkie opłaty

  • NOCLEGI: Na szlaku funkcjonuje sporo guesthouse’ów, więc każdy znajdzie bez problemu coś dla siebie.

TAGS
RELATED POSTS

LEAVE A COMMENT

MATEUSZ GOSTOMSKI
Shenzhen, CHINY

Cześć, jestem Mateusz i od ponad ośmiu lat mieszkam w Chinach. Jak wygląda Kraj Środka od środka i dlaczego nie wracam na stałe do Europy w ciągu najbliższych lat? Zostań i daj się zabrać do świata tak odmiennego od tego za oknem, że czasem aż trudno uwierzyć.